AWARIA KARTY SIECIOWEJ?

Miałem okazję posprzeczać się z magikiem od sieci LAN, gdyż twierdził, że moja karta sieciowa jest uszkodzona. A ja temu przeczyłem. Skorzystałem z możliwości podłączenia mojego komputera do sieci przez router u znajomego. Karta była sprawna. Administrator sieci się mylił podwójnie. Twierdził on, że ustawienia w sieci są prawidłowe i urządzenia działają poprawnie. Drugim razem, kiedy miałem problem z dostępem do sieci, przyczyna znajdowała się w uszkodzonej płycie głównej mojego komputera. Miałem dostęp do sieci, jeśli połączyłem zintegrowaną kartę sieciową do routera. Karta zintegrowana nie była zarejestrowana. Wymieniłem płytę główną na drugą. Na taki sam model. Po przełożeniu płyty i uruchomieniu komputera, postanowiłem włożyć do niego starą kartę sieciową, z której wcześniej korzystałem. Karta sieciowa okazała się sprawna. Natomiast na starej płycie głównej, został uszkodzony jakiś wspólny tor dla obydwu gniazd PCI.        

CHROME USŁUGI

Kiedyś już chyba opowiedziałem o niezamierzonym zainstalowaniu chromej przeglądarki na moim komputerze. Wtedy instalowałem Google Earth i razem z tym programem zainstalowało się chrome dziadostwo! Być może przez moją nieuwagę, ale to nieistotne. Mój XP wyraźnie dłużej się uruchamiał i uruchomiony, także był mułowaty. Chroma przeglądarka wyleciała natychmiast po zainstalowaniu. W menedżerze procesów, były uruchomione trzy usługi Google.  Odinstalowałem także Google Earth, ale niechciane usługi pozostały. Dlaczego pozostały i po co, skoro programy zostały usunięte??? Usługi oczywiście wyłączyłem, a wraz z nimi, zaufanie do firmy Google! 

Z tutejszego forum dowiedziałem się o istnieniu chromych rozszerzeń. Na przykład o aplikacji blokującej slajdy na polskich portalach internetowych. Jakie slajdy i dlaczego ktoś może chcieć blokować nie wiem. Ale nie to jest istotne. Zaciekawiło mnie nadawanie identyfikatorów użytkownikom owych aplikacji. Rozumiem to, że aplikacja może działać dopiero po uzyskaniu uprawnień. Nie rozumiem po co użytkownikowi darmowego rozszerzenia, potrzebny jest identyfikator. No, po jakiego on komu anioła?      

TRAFNA DIAGNOZA

Parę lat temu, doszło do drobnej sprzeczki pomiędzy mną, a administratorem sieci LAN i jej właścicielem. Administrator jako przyczynę niemożności połączenia się z siecią, podał uszkodzenie karty sieciowej. Zaprzeczyłem temu, twierdząc, że moja karta sieciowa jest sprawna, a wady należy poszukać w sieciowych urządzeniach usługodawcy. Aby to udowodnić, skorzystałem z routera mojego znajomego. Dopiero to przekonało administratora do poszukania usterki, która mi uniemożliwiała buszowanie po internetowych stronach.

Teraz mam swój router, którego sporadycznie używam, jeśli chcę użyć WiFi do bezprzewodowego połączenia między komputerem, a tabletem. Do surfowania w sieci nie, bo z nieznanych mi powodów, blokuje jeden z serwisów. Doszło do kolejnej usterki. Nie mogłem korzystać z Internetu przy użyciu zarejestrowanej karty sieciowej, choć była możliwość użycia karty sieciowej zintegrowanej z płytą główną, po podłączeniu do sieci poprzez router. Ale nie miałbym dostępu do jednego serwisu. Karta sieciowa, zintegrowana z płytą, nie była zarejestrowana u mojego dostawcy usługi internetowej. Więc odpadało bezpośrednie połączenie jej z siecią. Tym razem, administrator założył, że karta sieciowa jest sprawna. Myślę, że sądził tak, bo uszkodzenie mojej karty sieciowej, zbiegło się z awarią ich urządzeń. Ale znowu wyszło na moje. Obecnie mam dostęp do Internetu z karty zintegrowanej z płytą główną i poprzez router, tak, jakby tamta karta była sprawna. 

 

    

ENABLE GOOGLE PHISHING….?

Enable Google phishing and malware protecion? And installing Google spay? Yes? Niestety nie! Mam dość „usług” Google. Przecież tym sposobem, zezwala się na swobodne buszowanie Googlom we własnym komputerze. Czyż mogłyby go chronić nie mając dostępu do niego? Każde wejście na You Tube, na Google +, owocuje wyświetlaniem komunikatu antywirusa, o usunięciu szpiegującego cookie. Po zainstalowaniu najnowszej wersji przeglądarki vivaldi, zajrzałem do jej ustawień i zdrętwiałem! Zezwolenie na „ochronę” było ustawione domyślnie. 

Już gdzieś pisałem o usługach Google, ale przypomnę. Instalowałem od nich program Google Earth. Ponieważ nie pilnowałem uważnie przebiegu instalacji, mym oczom ukazała się chroma przeglądarka. Usunąłem obydwa programy. Komputer mimo to, uruchamiał się wyraźnie wolniej. Pomimo odinstalowania programów pozostały mi niechciane trzy procesy: usługi Google. Trzeba było grzebać w rejestrze i je wyłączać. Oczywiście te procesy obciążały komputer nie tylko podczas uruchamiania. Po uruchomieniu też był zauważalnie wolniejszy. Jakie było zadanie nieodinstalowanych usług?  

b2ap3_thumbnail_enablegoogle.JPG    

Jak widać na zrzucie, odznaczyłem niepożądane funkcje. Poza tym jednym „cackiem”, przeglądarka zaczyna mi się podobać.  

ROSEGARDEN W UBUNTU STUDIO

Rosegarden to program do tworzenia muzyki. Obsługuje zewnętrzne urządzenia MIDI, ale robi to źle! Podczas odsłuchiwania nagrania, stwierdziłem pojawienie się dźwięków, których nie zagrałem. Program je dodał z własnej i nieprzymuszonej woli. To taki bonus? Kilka razy, bezskutecznie próbowałem zmiany ustawień w programie, ale „bonusy”, pojawiały się w każdym nagraniu. Nie wiem, co jest powodem dodawania dźwięków w czasie nagrywania. I chyba już przyczyny nie będę szukał, ponieważ znalazłem program, który nadąża z nagrywaniem w czasie rzeczywistym, bez dodawania i bez gubienia zagranych dźwięków. 

UBUNTU STUDIO

Mam płytę ze starszą wersją Ubuntu. System nie wymaga instalacji, można go uruchomić z płyty. Zaciekawiło mnie, jak wygląda próba uruchomienia Linuxa, ale nie z płyty, tylko z pendrive. Wpisałem zapytanie w Google i tym sposobem, dowiedziałem się o istnieniu Linuxa – Ubuntu Studio. Wybrałem wersją 14.04, gdyż ta będzie miała przez kilka lat aktualizacje. Pobrałem dwie aplikacje, które potrafią ten system zainstalować na pendrive. Niepowodzeniem zakończyły się próby uruchamiania systemu z pendrive.

Nie szukałem przyczyn czemu tak jest, bo mam w zanadrzu dysk twardy, na którym mogę zainstalować Linuxa, co też uczyniłem. Odłączyłem dysk systemy dysk z Windowsem i w jego miejsce wpiąłem zapasowy. Zainstalowałem na nim Ubuntu Studio i przejrzałem programy znajdujące się w zestawie z systemem. A jest tego sporo. Są to programy do obróbki grafiki, zdjęć, filmów i muzyki. Jeżeli chodzi o muzykę, są programy, nie tylko do obróbki dźwięku, także do tworzenia. Do nagrywania z urządzeń MIDI, pobrałem program, który nagrał tak, jak zagrałem. Bez zniekształceń powodowanych przez kretyńsko domyślne efekty! Jednak nie próbowałem zapisać pracy na dysk. Niektóre z tych programów, działają szybciej pod Ubuntu, niż pod Windowsem. Jest wśród nich Gimp. Innych jeszcze nie zdążyłem wypróbować.      

DARMOWE PROGRAMY – BEZCZELNE OSZUSTWA!!!

Nie tak dawno poszukiwałem darmowych programów graficznych. Odrzucałem wszystkie te, których nie dało się pobrać bez anioła stróża, czyli asystenta. Brak możliwości pobrania na dysk instalatora, dyskwalifikuje taki program. Pobieranie programu za darmo, nie oznacza darmowego programu, ale to nie przeszkadza w doprowadzaniu pobierających do takiego przekonania. Jednak tym sposobem można nabrać osoby roztargnione, lub niedostrzegające różnic, pomiędzy takimi sposobami opisywania programów. Okazuje się, że to nie wyczerpuje repertuaru kłamców, usiłujących wcisnąć jakieś badziewie.

Po programach graficznych, zainteresowałem się darmowymi programami do tworzenia muzyki. Poszukiwałem programu umiejącego nadążyć z zapisywaniem w czasie rzeczywistym granych na keyboardzie piosenek, na dysk, z wykorzystaniem łącza MIDI-USB. Niestety większość programów oferuje denerwujące efekty, których podstawową cechą jest papranie nagrywanego dźwięku. Ze wszystkich pobranych przeze mnie programów, tylko jeden nadążał z nagrywaniem. Trzeba było wcześniej wyłączyć echa i inne bzdury, żeby uzyskać zapisaną melodię – umówmy się: w znośnej jakości.

Na stronie, z której toto pobrałem, pisali, że program umożliwia zapisywanie prac jako audio i jako midi. Kupa prawda! Polecenia eksportu jako midi, program traktował jako import! O kropki! Troista anielska może zalać. Postanowiłem sprawdzić zapis nagrania jako audio. Error, horror, czarna rozpacz! To badziewie, do nagranego pliku, podczas zapisywania dodawało szum, równocześnie wyciszając rzeczywiście nagrane dźwięki. Program przy każdym błędnie zapisanym pliku audio, bezbłędnie uruchamiał przeglądarkę, prowadząc mnie po zakup jakichś wtyczek. Dość! Nie dam sobie żadnej wtyczki włożyć do portmonetki.

Trafiłem na informację, że jeden z takich programów jest darmowy. Licencja – freeware! Kupa prawda! To był trial, który po uruchomieniu dowolnego polecenia z dwóch podsuniętych do wyboru, także prowadził do strony z napisem „buy now”. Im sorry. My money is not freeware! Żebym wydał pieniądze na program, to pierw chcę wiedzieć, czy kupuję to, czego potrzebuję. Jeszcze inne badziewie wymaga założenia konta, aby móc go używać. Założyłem konto i nie wiem jak go z tej strony usunąć.

Jak, wspomniałem, programy usunąłem wszystkie. Część z nich miała ukryte deinstalatory i nie były wyświetlane w „dodaj usuń programy”. Otworzyłem katalog „Program Files”, następnie katalog programu i tam znalazłem deinstalatory. Po tych przygodach, będę sprawdzał informacje o programach w różnych miejscach, co przy okazji polecam innym, poszukującym interesujących ich programów. Nie każdego interesuje tworzenie muzyki, czy grafik. To samo może przytrafić się przy pobieraniu całkiem innych programów.       

USZKODZONY KOMPUTER

Czemu ludzie nie umieją opisać usterki swojego sprzętu w zrozumiały sposób? Potrafią tak nabajdurzyć, że głowa boli. Pewnemu mojemu znajomemu, myszka miała zablokować komputer i nie pomagało ponowne uruchamianie i wymiana myszki na inną. Komputer nie reagował na ruchy myszką. Poprosił mnie, abym do jego komputera zajrzał i usterkę usunął. Poszedłem i stwierdziłem, że jedyną zgodną z prawdą informacją było to, że cały czas piszczy głośnik systemowy. Ten sam, który ma raz pisnąć podczas uruchamiania się systemu, jeśli komputer jest sprawny.

Mój znajomy używał zintegrowanej z płytą główną karty graficznej. Po włączeniu komputera monitor pozostawał czarny. Odpięcie monitora od komputera dało efekt w postaci pływającego po ekranie prostokąta z jakimiś informacjami. Dopiero wtedy, kiedy mu powiedziałem, że usterka ma związek z kartą graficzną, on sobie przypomniał o niewyraźnie wyświetlającym się obrazie. Ale, że to wróciło do normy. Skończyło się tym, że musiałem mu uruchomić stary komputer, który po czyichś „fachowych eksperymentach”, także przestał działać. Również piszczał cały czas. W starym komputerze była uszkodzona jedna kość pamięci RAM, co uniemożliwiło start komputera. Usunięcie jej z płyty pomogło. Początkowo nie chciał przyjąć myszki na USB, ale po kilku próbach system ją wykrył i zainstalował. Pozostało mu tylko zarejestrowanie karty sieciowej.

DYSK RATUNKOWY – USUWANIE INFEKCJI

Wczoraj poszukiwałem darmowych programów do robienia animacji. Znalazłem takie z „dodatkami”. O zainstalowaniu „dodatków”, dowiedziałem się, gdy otworzyłem przeglądarkę. Zostały podmienione strony startowe we wszystkich moich przeglądarkach. Zawsze po pobraniu programu z Internetu, skanuję świeżo pobrany plik. Były „czyste”. Jednak zdarza się, że instalator jest tak długo „czysty, jak długo się go nie instaluje”. Tak było tym razem. Gdy zacząłem instalować program, ujrzałem komunikat o wykryciu i usunięciu trojana. Ponowiłem skanowanie. Komputer „czysty”.

Kupa prawda! Komputer był nadal zainfekowany. Próba użycia programu do tworzenia animacji, niczego nie zdradzała. Program wydawał się robić to, czego od niego oczekiwałem. Dopiero otwarcie przeglądarki internetowej spowodowało wyświetlenie kolejnego komunikatu o wykryciu i usunięciu infekcji. Skanowanie i przywracanie strony startowej w przeglądarce okazało się nieskuteczne. Pomogło odinstalowanie „prezentu” i jeszcze jedno skanowanie. Oprócz „prezentu” mój komputer oczyściłem także z programu, który zainstalował mi niechciany dodatek.

Przy tej okazji, postanowiłem przetestować działanie dysku ratunkowego. Wypaliłem „kółko” i ponownie uruchomiłem kompa. Włożyłem mu „kółko” na starcie i czekam co będzie. Po chwili ujrzałem na ekranie dość dużo napisów, z których zapamiętałem „error”. O kropki, pomyślałem, teraz będzie horror. Czyli wykonanie świeżej instalacji, jeśli coś pójdzie źle. Uzbroiłem się w piekielnie anielską cierpliwość i czekam co będzie dalej. Kiedy pierwsze napisy znikły, pojawiły się kolejne i jakieś ostrzeżenie. Wreszcie na ekranie pojawiła się „kartka” informująca o łączeniu się komputera z siecią i pobieraniu sygnatur.

To już lepiej. Dość długo to trwało. Dużo dłużej, niż normalna aktualizacja świeżo zainstalowanego antywirusa w systemie. Skanowanie trwało jeszcze dłużej, a na moje szczęście nie było więcej żadnych zainfekowanych plików na moim komputerze. Użyteczność dysku ratunkowego bez dostępu do Internetu, nie wydaje mi się być rewelacyjna. Jeśli nawet taka płyta zawiera bazę sygnatur, ale nie można byłoby pobrać aktualizacji, to płyta mogłaby nie być ratunkiem dla systemu.     

ROUTER W DOMU.

Routera używam sporadycznie. Głównie wtedy, kiedy chcę bez użycia przewodów, przerzucać pliki z komputera na tablet, telefon. Albo odwrotnie. Zauważyłem, że podłączenie routera powoduje duże opóźnienia w nawiązywaniu łączności z serwisem WordPress. Tak dużym, że czas oczekiwania na załadowanie strony, przekracza moją cierpliwość. Zwłaszcza, że przy bezpośrednim połączeniu z siecią lokalną, załadowanie strony następuje szybko. Nie rozumiem dlaczego duże opóźnienia są tylko w tym jednym miejscu.