CZEMU POSITION ABSOLUTE POTRAFI BYĆ POSITION RANDOM (END)?

Nie jestem webmasterem, ale potrafię zbudować skromniutką stronkę internetową. Do tego celu używam irytującego programu, który zapomina co ma zapisać i potrafi robić inne figle, tak, jakby był w zmowie z przeglądarkami. W moim programie do opisania właściwości elementu są odpowiednie narzędzia. Teoretycznie mogę na stronie ustalić położenie elementu graficznego, lub tekstu, w wybranym przez siebie miejscu. Teoretycznie tak, a już praktycznie niekoniecznie. Wczorajsze próby umieszczenia licznika we wskazanym miejscu nie powiodły mi się. I nie wiem dlaczego.

Po podaniu atrybutu position absolute i współrzędnych, licznik wyświetlał mi się w wyznaczonym miejscu, wyłącznie w programie do pisania stron. Natomiast w obydwu użytych przeglądarkach, licznik pojawiał się w innym miejscu. Według mojego zapisu, licznik miał być widoczny na ekranie po lewej stronie. Wyświetlał się w prawym dolnym rogu, na samym końcu strony, poza obszarem widocznym na ekranie. Sprawdziłem wpisane wartości. Niczego nie pomyliłem. Przeglądarki wyświetlały po swojemu. Aktualnie poszukuję problemu, który tym razem jest w moim komputerze.

  

MÓJ PIERWSZY ZAINFEKOWANY KOMPUTER

To było dawno temu. Stałem się posiadaczem słabego komputera z Windows 98 i dostępu do Internetu. O programach chroniących komputer przed wirusami, wiedziałem, ale nie miałem pojęcia o istnieniu programów wykrywających i usuwających oprogramowanie szpiegowskie. Nie wiedziałem o wielu innych przydatnych rzeczach. Buszowałem po sieci, szukając czegoś interesującego. W krótkim czasie zauważyłem, że komputer zaczyna coraz wolniej otwierać strony i w ogóle działał coraz wolniej. Początkowo pozory poprawy przynosiło wyłączenie i ponowne uruchomienie komputera.

Poradzono mi zainstalować Ad-Aware firmy Lavasoft. Wyszukał około 160 różnych szpiegujących paskudek. Komputer ożył. Potem miałem paskudną przygodę. Do dziś nie wiem co było prawdziwą przyczyną zainfekowania komputera i uniemożliwienia wykonania świeżej instalacji systemu. Albo przeglądając zawartość kwarantanny w Ad-Aware coś sam uruchomiłem, albo kliknąłem w coś, czego nie zauważyłem podczas przeglądania jakiejś strony. Zapamiętałem tylko maleńką „karteczkę” z migającą belką, która mieniła się kolorami. Od pomarańczowego do jaskrawej czerwieni i wyświetlał się napis „click here”.

Ani here, ani gdzie indziej kliknąć nie chciałem i zabierałem kursor od migającej karteczki. Niestety karteczka uparcie goniła kursor po ekranie. Wyłączyłem swój komputer z nadzieją, że tym sposobem pozbędę się intruza. Niestety nie. Po ponownym uruchomieniu, karteczka już nie prosiła o kliknięcie. Zapragnęła abym ją gdzieś umieścił. Wysłałem ją do kosza, po czym opróżniłem kosz. Niewiele brakowało, aby los karteczki podzielił mój komputer. Zanim uratowano mój komputer przed wyrzuceniem, obejrzałem komunikaty: „wystąpił problem z… program zostanie zamknięty”. I tak się to powtarzało ileś razy, aż komputer zamilkł.

Doszło do tego, że ekran robił się czarny zaraz po wyjściu z BIOS-u. Próby sformatowania dysku i wykonania świeżej instalacji okazywały się nieskuteczne. Teraz w takiej sytuacji, na pewno przetestowałbym skuteczność dysków ratunkowych, skanujących komputer przed uruchomieniem systemu. I natychmiast po wykonaniu testu, bez względu na wynik, wykonałbym świeżą instalację systemu. Dysk udało się sformatować przy użyciu płyty instalacyjnej XP. Ponieważ inny jest system plików pomiędzy tymi systemami, dysk trzeba było jeszcze raz formatować. I do zakupu nowej płyty głównej i systemu XP, jeszcze Windows 98, był parę miesięcy przeze mnie używany.    

TAJNE ZNACZKI VIVALDI I AWARIA KOMPUTERA

Po ostatnich aktualizacjach, oglądałem „tajne” znaczki, zamiast swojego profilu. Pomagało odświeżanie strony. Zjawisko występowało wyłącznie na tym portalu i było niezależne od użytej przeze mnie przeglądarki. Przeglądanie innych stron odbywało się bez jakichkolwiek zakłóceń. Dlatego uważam, że przyczyna tego stanu rzeczy tkwi w tym serwisie. Jakby tego było mało, doszła jeszcze awaria komputera. Zaczął mi się wyłączać bez widocznej przyczyny, aż doszło do tego, że system w ogóle nie chciał startować. Winowajcą okazał się sznur od zasilania.

Po wymianie sznura doprowadzającego prąd do komputera, komputer przestał się wyłączać, ale system nie od razu zaczął pracować. Kilkakrotnie i gwałtownie odłączone zasilanie od komputera narobiło bałaganu w systemie. Wyświetlił mi się komunikat o konieczności dokonania naprawy systemu. Oczywiście wykonałem podpowiedziane czynności i po kilku minutach system został przywrócony. Wprawdzie tajnych znaczków już nie ma, ale to nie znaczy, że nie ma problemów. 

PRZYGODY Z ZAINFEKOWANYMI KOMPUTERAMI

Niektórych miłośników pewnego gatunku filmowego dopadają oszuści. W trakcie oglądania, albo w czasie pobierania na dysk takiego filmu, infekują komputer. Po następnym uruchomieniu pojawia się komunikat rzekomo pochodzący od policji z żądaniem zapłacenia jakiejś kary. Nie sądzę, aby ten sposób pozwalał na nabieranie dużej liczby osób, ale jest to denerwujące.

Kiedyś ktoś mnie poprosił, abym z tym coś zrobił, bo nie umiał z tym sobie poradzić. Zainstalowany w komputerze antywirus nie dawał rady go usuwać, bo ten komunikat go „obezwładniał”. Poszedłem zobaczyć jak to wygląda, bo wcześniej jedynie o tym czytałem na czyimś blogu. Złośliwy komunikat usunąłem korzystając z zainstalowanego na komputerze antywirusa.

Jednak nie za pierwszym razem. Kilkakrotnie wyłączałem i uruchamiałem komputer, czekając na to, że antywirus zdąży się uruchomić przed złośliwą infekcją. Tym razem udało mi się. Miałem jednak i taką przygodę, kiedy komputer był tak zainfekowany, że nawet płatny antywirus nie miał szans! Nie wiem jakim sposobem właścicielka komputera, złapała to świństwo.

To coś udawało program antywirusowy i domagało się kasy, od razu po uruchomieniu komputera. A próby ponawiania uruchomienia komputera, ani razu nie doprowadziły do wcześniejszego startu jej programu antywirusowego. Niczego nie zmieniało odłączenie komputera od Internetu. Pozostało mi wykonanie świeżej instalacji systemu.